Ilustracje

Biblioteka projektanta

Miliard rzeczy dookoła

15 sierpnia 2016

 


Miliard rzeczy dookoła. Agata Szydłowska rozmawia z polskimi projektantami graficznymi
Wydawnictwo Karakter, Kraków 2013, opracowanie graficzne Przemek Dębowski, fotografie portretowe Michał Korta, 16,6 × 23,5 cm, 264 strony, ponad 200 kolorowych ilustracji, oprawa twarda, cena 59 zł, ISBN 978‑83‑62 376‑18‑6, www.karakter.pl


 

Rozmowy Agaty Szydłowskiej z wybranymi wspólnie z wydawcą polskimi projektantami grafikami to lektura pouczająca, ciekawa, a chwilami nawet zabawna. Przede wszystkim jednak – odsuwając na razie na bok pobieżne i subiektywne wrażenia – to pozycja, która – po raz kolejny za sprawą krakowskiego Karakteru – wypełnia wstydliwą lukę w literaturze poświęconej rodzimej kulturze wizualnej. Choć konwencja, czy raczej metoda, rozmowy z twórcą jest najtrafniejszą formą pozyskania wiedzy o tajnikach jego pracy, o jego osobowości i życiu prywatnym nawet, nie mieliśmy dotąd do czynienia z podobną próbą opisania polskiego dizajnu graficznego XXI wieku. Należy bowiem zaznaczyć, o czym pisze autorka we wstępie, że wybór partnerów do rozmów nie był przypadkowy. „Dwunastu gniewnych ludzi” Szydłowskiej to w większości przedstawiciele pokolenia, które wchodziło w dorosłość na przełomie ósmej i dziewiątej dekady XX wieku, a dojrzałą działalność projektową rozpoczynało na przełomie stuleci. W dużym skrócie, Miliard rzeczy dookoła to zapis drogi, jaką pokonała generacja czasu burzliwych „przełomów” politycznych i cywilizacyjnych. Ten rys powtarza się w niemal każdym z wywiadów, choć traktowany zawsze w nieco inny, indywidualny sposób: raz jako próba krytycznego zmierzenia się z tradycją polskiego projektowania, czy wskazania źródeł własnej postawy i metod pracy, raz jako sentymentalny punkt odniesienia.
Galeria postaci, jaką dzięki ciekawym i celnie stawianym pytaniom prezentuje nam Szydłowska, może być dla wielu zaskakująca: projektanci odsłaniają swoje niekiedy zupełnie nieznane oblicza. I tak mamy do czynienia z postawami i ideami skrajnie do siebie nieprzystającymi (kwestia projektowania jako „rzemiosła” zupełnie inaczej rysuje się w ujęciu Dziedzica czy Pindora niż Laszuka) czy z koncepcjami niemal wspólnymi (doświadczenie z pogranicza sztuki i dizajnu w działalności Fontarte, Bąka, Bersza i Misiaka). Kompozycja patchworku nie tylko utrzymuje na odpowiednim poziomie dynamikę następujących po sobie tekstów i podtrzymuje zainteresowanie czytelnika (mam nadzieję, że będzie ich wielu), ale przede wszystkim oddaje prawdę o ludziach polskiego projektowania graficznego i o samej profesji: erudycyjnej i konceptualnej z natury.
Spośród wielu poruszonych w wywiadach kwestii jedna wydaje mi się ważniejsza od pozostałych – to emocjonalny stosunek do rzeczywistości w jej najbardziej bezpretensjonalnej i nieprofesjonalnej postaci. Wernakularyzm w projektowaniu graficznym jest w Miliardzie rzeczy dookoła prawdopodobnie najczęściej przywoływanym i omawianym zjawiskiem. Fakt ten jest dla nas jedynie powodem do zadowolenia i dowodem pewnej zmiany. Niespełna dekadę temu głównym tematem narzekań formującego się wówczas środowiska był niski poziom codziennej kultury wizualnej. Synonimem zepsucia obyczajów projektowych, a tym samym cywilizacyjnych, była nieprofesjonalna grafika szyldów i różnego pochodzenia artefaktów z końca lat osiemdziesiątych i z lat dziewięćdziesiątych. Wypowiedzi zawarte w książce pokazują jednak, że nastąpiło oswojenie, następnie akceptacja, a obecnie momentami nawet afirmacja „obciachu”. Wbrew pozorom nie jest to dowód na podatność polskich środowisk na globalne trendy, lecz na ich dojrzałość – zdolność świadomego spojrzenia na otaczającą nas realność. A ta, jak wiemy wszyscy, składa się wyłącznie ze skrajnie interesujących okoliczności.
Wadą książki, o której wypada jedynie wspomnieć, jest dyskusyjny, choć bez wątpienia charakterystyczny kolor. Przemek Dębowski, nie pozostawiając nam wyboru (wszak wydaje nie tylko „co”, ale i „jak” mu się podoba), umieszcza tekst na żółtym poddruku, co nie czyni z publikacji kandydata na e‑booka. Dla niektórych drażniąca będzie utrata czytelności paginacji, inni nawet jej nie zauważą i dzięki płynnej narracji tekstu przeczytają z rozpędu z nie mniejszym zainteresowaniem kolofon i stopkę redakcyjną.
W tytule książki (czytelnikom pozostawiam satysfakcję z odnalezienia go w wypowiedzi jednego z rozmówców Szydłowskiej) kryje się ciekawy paradoks. Ów miliard nie tylko może być przez nas traktowany jako metafora niezmierzonej ilości artefaktów projektowania, wypełniających szczelnie nasze codzienne doświadczenie, ale też wskazuje na nie mniejszą liczbę zjawisk, idei i argumentów stojących za tym, że projektowanie to jednak nie wszystko. Taki dystans do niedawna moglibyśmy traktować jako świadectwo rezygnacji i zblazowania. Jednak dzięki „żółtej książeczce” Karakteru wiemy już na pewno, że stoi za tym w wielu przypadkach autentyczna próba dotarcia do istoty i sensu projektowania. Zdaje się, że wreszcie możemy o polskim dizajnie graficznym porozmawiać poważnie.

Michał Warda

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj