O autorze

Grzegorz Sowula

Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 22 (I/2007) kwartalnika 2+3D

Edytorstwo

Obrazowanie słowa – o upartym wydawnictwie

Grzegorz Sowula, 14 sierpnia 2010

„Wydawnictwo słowo/obraz terytoria powstało jesienią 1995 roku. Publikuje książki z dziedziny literatury, sztuk pięknych i nauk – zwłaszcza nauk humanistycznych i filozofii. Książki wydawnictwa są próbą przekraczania tradycyjnych podziałów, penetracją obszarów pośrednich i pogranicznych. Nie tylko pomiędzy ikonosferą a logosferą, jak zapowiada nazwa wydawnictwa, lecz także pomiędzy „czystą” myślą a historią myślenia”. Tak brzmi oficjalna autoprezentacja gdańskiego wydawnictwa słowo/obraz terytoria (dalej: s/ot); skromna, zawierająca kwintesencję potrzebnej wiedzy, wręcz minimalistyczna charakterystyka filozofii stojącej za projektami i typograficznym opracowaniem tekstów.

W 1995 roku, kiedy Janusz Górski i Stanisław Rosiek rozpoczęli wspólne wydawanie książek, mieszkałem od 20 lat poza Polską. Miałem niejakie pojęcie o tym, co i jak ukazywało się w kraju, regularnie dostając wybrane publikacje. Koniec lat 70. już wieszczył kryzys ruchu wydawniczego – zaczynało brakować papieru, płótno przewidziane przez projektanta zastępował kiepski karton, nawet czarna farba drukarska zaczynała szarzeć. Z początkiem lat 90. było już źle, przybywało tomów kompromitujących wydawcę – fatalnie opracowanych i przygotowanych do druku, złożonych byle jakim krojem pisma, na złej interlinii, ze zbyt wąskimi marginesami, bez pojęcia o tytułach, śródtytułach, żywej paginie i zwykłej numeracji stron, nie wspominając już o dwójce bądź czwórce tytułowej. A papier, a okładka, a ilustracje, a indeksy, a bibliografie? A poszedł!...
I nagle – objawienie. W księgarni zobaczyłem tom, którego nie sposób pozostawić na ladzie: Paryskie pasaże, praca literaturoznawcy i krytyka Krzysztofa Rutkowskiego. Lubiłem jego styl pisania, ale tym razem do zakupu skłaniała sama edycja: ciemnogranatowy matowy karton okładki, na niej kolorowa ilustracja wklejona w zagłębioną prostokątną ramkę, w środku kolejne wklejane ilustracje, nieprześwitujący papier, szerokie marginesy, bezbłędny register – komu chce się robić coś takiego?

proj. Janusz Górski, Paryskie pasaże Krzysztofa 
Rutkowskiego, wydawnictwo słowo/obraz, 1995

proj. Janusz Górski, Paryskie pasaże Krzysztofa Rutkowskiego, wydawnictwo słowo/obraz, 1995

proj. Janusz Górski, Paryskie pasaże Krzysztofa 
Rutkowskiego, wydawnictwo słowo/obraz, 1995

Koledzy
Znamy się ze Staszkiem jeszcze z liceum – mówi Janusz Górski, rocznik 1953, prima disciplina: architekt, secunda: projektant grafik, profesor ASP w Gdańsku, kolekcjoner nagród za szatę graficzną swych publikacji, współzałożyciel wydawnictwa i jego naczelny grafik. Mieliśmy wtedy pomysły na wydawanie książek, ale ciągnęło nas też do jakiejś artystycznej działalności.
Stanisław Rosiek to polonista, krytyk literacki, znawca kultury XIX-wiecznej, zarazem człowiek nadzwyczaj wyczulony na niuanse składu i druku, dla którego pica to ani broń, ani tkanina. Dziś decyzje wydawnicze podejmują Rosiek i jego siostra Maria Gospodarek. Tu zresztą należy wyjaśnić: założone przez przyjaciół wydawnictwo „słowo/obraz” krótko prowadzone było wspólnie; gdy okazało się, że Górskiego pociąga bardziej projektowanie graficzne, zaś Rosiek chciał przede wszystkim wydawać książki, powołana została nowa oficyna „słowo/obraz terytoria”. Ta druga zajmuje się publikacją literatury pięknej, eseistyki, tekstów o literaturze, filozofii, teatrologii itd., podczas gdy „słowo/obraz” ograniczyło się do wydawnictw artystycznych, niedostępnych na otwartym rynku, sięgając też czasem do książek dla dzieci, poezji, reprintów.
Szkolni koledzy doskonale się uzupełniali. Zgadzaliśmy się, że trzeba wydawać książki piękne. Ja zajmowałem się stroną graficzną, a Staszek wziął na siebie wybór i opracowanie tekstów, rozmowy z autorami, promocję – mówi Górski. Ale miał te same upodobania, co ja. ­Jeździł przecież na Zachód, gdzie zawsze odwiedzał księgarnie i biblioteki, stale korzystał w pracy z obcojęzycznych wydawnictw. Nasze publikacje miały charakteryzować się – i tak jest do dziś – najszerzej rozumianą starannością edytorską, która obejmuje także opracowanie tekstu. Sięgnęliśmy świadomie do tradycji, wybraliśmy klasycyzującą kompozycję typograficzną, z szerokimi marginesami, na których można było umieścić na przykład podpisy. Dziś nie dziwi, ale wtedy była to oryginalna propozycja.

proj. Stanisław Salij, książka Marii Janion, Wampir. Biografia symboliczna, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 2003

proj. Stanisław Salij, książka Marii Janion, Wampir. Biografia symboliczna, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 2003

proj. Stanisław Salij, książka Marii Janion, Wampir. Biografia symboliczna, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 2003

proj. Stanisław Salij, książka Marii Janion, Wampir. Biografia symboliczna, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 2003

proj. Stanisław Salij, książka Marii Janion, Wampir. Biografia symboliczna, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 2003

proj. Stanisław Salij, książka Marii Janion, Wampir. Biografia symboliczna, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 2003

Droga
Wystartowaliśmy Paryskimi pasażami. Ku naszemu zaskoczeniu pierwsze wydanie sprzedało się szybko – opowiada dalej Górski. Zaraz zrobiliśmy dodruk, poprawiony i już w twardych okładkach.
Znaczenie tomu było istotne: w połowie lat 90. żaden z polskich wydawców nie praktykował naklejania ilustracji na okładkę ani też nie stosował ilustracji na naklejkach. Górski sięgnął także po nietypowy jak na tamte czasy papier. Paryskie pasaże były bodaj pierwszą, a w każdym razie jedną z pierwszych książek wydanych w Polsce na papierze objętościowym. Nie uniknęli kłopotów: papier miał grubość, mięsistość, złamany kolor, natomiast fatalnie wychodziły na nim ilustracje. Nie było jeszcze wtedy popularnego dziś Munkena, na którym można drukować dobrej jakości ilustracje wielobarwne. Wybór papierów objętościowych był praktycznie żaden – przyznaje Górski. Nasz był jedynym dostępnym na polskim rynku, importowanym jakby specjalnie dla nas. Znaleźliśmy próbkę, sprowadzono od razu kilka palet, więc chcąc nie chcąc, musieliśmy wydać więcej książek – żartuje.

proj. Janusz Górski, Rysunki wybrane Sławomira Mrożka, wydawnictwo słowo/obraz, 1997

proj. Janusz Górski, Rysunki wybrane Sławomira Mrożka, wydawnictwo słowo/obraz, 1997

proj. Janusz Górski, Rysunki wybrane Sławomira Mrożka, wydawnictwo słowo/obraz, 1997

Deliberacje
Pod względem edytorskim książki s/o stanowiły w owych czasach novum. Już wtedy, w 1995 roku, ukształtowała się klasyczna, nawiązująca do tradycyjnej typografii kompozycja strony charakterystyczna dla oficyny. Decyzja wyboru takiej właśnie typografii podyktowana była pragnieniem powrotu do tradycji nieobecnej wówczas na polskim rynku. Lata 80. były okresem smuty w wielu dziedzinach, a w tej szczególnie – mówi Górski. Byle jakie okładki, zgrzebny papier, brudny druk. Luka, jaka powstała wówczas na rynku, została na początku lat 90. wypełniona nieprawdopodobną sieczką, i takich książek jak nasze praktycznie nie było. A przecież na całym świecie to one właśnie stanowią trzon typografii książkowej, normę, na obrzeżach której harcują eksperymentatorzy, nowatorzy i miłośnicy dziwactw.
Wybór kroju pisma wymagał zastanowienia, ale Górski nie żałuje podjętej wtedy decyzji – Gamma, opracowana w 1986 roku przez Jovicę Veljovića, nadal dobrze służy i do dziś jest podstawowym krojem wydawnictwa. To krój tradycyjny, klasycyzujący, a zarazem na tyle nowoczesny, że książka nim złożona wyglądała mimo wszystko na tom z połowy lat 90., a nie wcześniejszy o dwie dekady. Górski pozostał zresztą wierny Veljovićowi – drugim wybranym przez niego krojem był Esprit, dwuelementowa antykwa z 1985 roku, którą składana jest np. filozoficzna seria Minerwa.
Kolor wyklejek dobierano starannie do tworzywa imitującego płótno okładki. W pierwszych książkach wyklejki były drukowane odpowiednim kolorem. Nie było wyjścia – przyznaje typograf. Papiery i kartony ozdobne, barwione w masie, o pulchnej strukturze i z tłoczeniami dopiero zaczynały pokazywać się w Polsce. Głównie z ich inicjatywy zaczęto sprowadzać więcej gatunków i kolorów. Z różnymi wynikami – do edycji tekstu Marii Janion Kuźnia natury zamówili ciemny karton Malmero. Hurtownik, który musiał sprowadzić go więcej, miał pretensje, że zalega mu magazyn: nikt go nie chciał, bo kolor był „brzydki”… Wykupili go w końcu sami.
Kłopoty mieli również z wykonawcami. Górski pokazuje nierówno przyciętą, wystającą górną kapitałkę z cienkim sznurkiem udającym wstążkową zakładkę. Ale tego typu błąd wtedy nikogo w Polsce nie raził. Drukarnia nie potrafiła zrobić tego poprawnie, a czytelnik nie zdawał sobie sprawy, jak naprawdę powinno to wyglądać. Do dziś nie radzimy sobie również z tłoczeniem folią liter na płótnie, polska poligrafia dotąd tego nie opanowała, choć za granicą jest to standard.

Janusz Górski, okładki książek serii Idee, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 1996–2002

Janusz Górski, okładki książek serii Idee, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 1996–2002

Janusz Górski, okładki książek serii Idee, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 1996–2002

Wybory
W książce Janion pojawiło się coś, co zostało znakiem firmowym wydawnictwa: karton barwiony w masie na okładce i całostronicowe mocne ilustracje drukowane dupleksem, czyli czernią przełamaną odcieniem granatu, co daje wyraźniejsze odbicie. W 1995 była to istna rewolucja, a drukarze nie potrafili tego robić, trzeba było ich pilnować – wspomina Górski. Zauważono to, Polskie Towarzystwo Wydawców Książek wyróżniło tom jako najpiękniejszą książkę roku. Wiele rzeczy robiliśmy zresztą wówczas jako pierwsi, na przykład sprowadzaliśmy z zagranicznych muzeów reprodukcje prac, chcąc użyć ich jako ilustracji. Zależało nam na doskonałej jakości, dlatego jakiekolwiek kopie – powszechnie stosowane przez wydawców – nie wchodziły w grę.
Słuszność wyborów potwierdza Maciej Buszewicz, profesor warszawskiej ASP, jeden z najbardziej cenionych polskich projektantów. Oszczędna, elegancka typografia to najważniejsza cecha prac Górskiego – mówi. Wszystko wyważone, widać głęboki związek z niemiecką tradycją typograficzną, także tą nową, co przejawia się w stosowaniu papierów ekologicznych. Wklejki drukowane na offsecie, kredzie albo kalce, dużo światła, nic tu nie jest upychane ani rozpychane.
Andrzej Tomaszewski, typograf i historyk druku, także chwali: Siłą tych projektów jest dbałość o szczegół i subtelna elegancja, więc wydawnictwo nie oszczędza przy doborze odpowiednich materiałów do produkcji. Drukują na szlachetnych papierach, zawsze odpowiednio dobranych do rasowych krojów pism i graficznej „materii”. Projektanci wiedzą, na jakim papierze dobrze wyjdzie reprodukcja delikatnego drzeworytu, a na jakim fotograficzne półtony albo głęboko czarne powierzchnie. Równie fachowo dobierane są materiały introligatorskie i rodzaj oprawy.

proj. Janusz Górski, seria książek „Minerwa. Biblioteka Filozofii i Historii Filozofii”, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 1996–2009

proj. Janusz Górski, seria książek „Minerwa. Biblioteka Filozofii i Historii Filozofii”, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 1996–2009

proj. Janusz Górski, seria książek „Minerwa. Biblioteka Filozofii i Historii Filozofii”, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 1996–2009

Familia
Przyglądając się dokonaniom s/ot, trudno uniknąć myśli, że podobna doskonałość możliwa jest w zespole niejako rodzinnym – jak np. angielskim Faber & Faber, w rękach familii od 1925 roku, niemieckich Suhrkamp oraz Rowohlt, naszym (choć ze szwajcarskimi korzeniami) Noir sur Blanc. Autorzy projektów są w nich równie hołubieni, jak twórcy tekstów – czytelnik nie ma kłopotów ze znalezieniem tytułów tych oficyn pośród zalewu innych. W s/ot głównym projektantem jest dziś Stanisław Salij. Mój najlepszy uczeń – żartuje Górski. Do tego stopnia radykalny, że gdy ja teraz chcę zrobić coś nowocześniejszego, on spycha mnie w kierunku klasycyzującej formy, jaką mieliśmy na samym początku. Ale – zaznacza – on także otwarty jest na różne eksperymenty.
Przykładem może być tom Barbary Świąder W metafizycznej dziurze, poświęcony teatrowi Witkacego w Zakopanem. Autorką projektu i składu tej trudnej, złożonej z rozmów i dokumentów, pełnej reprodukcji książki jest Joanna Kwiatkowska – dawna studentka Górskiego, pracująca w s/ot od siedmiu lat jako niezależny (i nagradzany) projektant. Tekst złożony groteskiem, mocny krój pisma w tytule, dwukolorowy druk, szerokie marginesy pozwalające na umieszczenie dodatkowych ilustracji i opisów, czytelny układ kalendariów i indeksów, twarda oprawa z tłoczonym w płótnie stemplem, obwoluta – książka jest nie tylko rzetelnym opracowaniem naukowym, ale i albumem.
Do dziś w 43 seriach ukazało się w s/ot niemal 360 tytułów – zaledwie trzy książki miesięcznie czy aż trzy? Pięknych książek jest za mało, zatem „zaledwie”. Ale w przypadku tak trudnych to „aż”. Nie dziwi więc, że projekty w poszczególnych seriach kontynuowane są wedle ustalonych kryteriów przez składaczy. Czy robicie burzę mózgów przed rozpoczęciem łamania? – pytam. Nie, oceniamy gotowe projekty. Każdy broni wybranego i sugeruje zmiany w innych, ale to raczej rozmowa niż zażarta walka. Głos decydujący ma Salij; Joannę przekonuje łatwo, bo jest młodsza, ze mną musi się czasem kłócić – Górski śmieje się. Generalnie panuje zgoda.
Andrzej Tomaszewski potwierdza: Powodzenie gdańskich książek w różnego rodzaju konkursach edytorskich, głównie w konkursie PTWK, zapewnia konsekwencja kierownictwa. Mając dwóch doskonałych typografów – Janusza Górskiego i Stanisława Salija – wydawnictwo nie musi zatrudniać innych osób. W ten sposób unika wizualnego bałaganu w swojej produkcji, a różnorodność pomysłów zapewnia fantazja wypróbowanych już grafików. Warto przypomnieć, że obaj są laureatami prestiżowych honorowych nagród indywidualnych w konkursach PTWK na najpiękniejszą książkę roku (Salij w 2004, Górski w 2006). I dodaje: Myślę, że fenomen urody niemal wszystkich książek gdańskiego wydawnictwa jest pochodną fachowości osób pracujących nad książką, nie tylko grafików. Na estetykę książki składają się przecież dwa elementy: treść i forma. Doceńmy dobre wyczucie redaktorów odpowiedzialnych.

Seria „Klasyka światowej humanistyki”

Seria „Klasyka światowej humanistyki”

Seria „Klasyka światowej humanistyki”

Paradoks
Górski jest uczniem Marka Freudenreicha i nieżyjącego już Witolda Janowskiego – mówi Maciej Buszewicz. Znamy się długo, byłem recenzentem jego pracy habilitacyjnej. Jest świetnym pedagogiem, ale także wszechstronnym projektantem: jego studio „Pracownia” przygotowuje i wydaje całą gamę druków reklamowych dla wielu firm w Polsce.
Od 1998 roku ściśle współpracuje z Teatrem Narodowym. Buszewicz ujawnia, że współpraca jest trudna: Projekty musi drukować w dziadowskiej – ale taniej! – drukarni gdzieś na Śląsku. Teatr obowiązują wymogi ustawy o zamówieniach publicznych, a ta siłą rzeczy nie sprzyja podnoszeniu jakości.
Górski jest ponadto kuratorem Galerii Plakatu AMS, dorocznego konkursu młodych projektantów. Strasznie pozbierany facet – mówi Buszewicz. Gdy widzę jego książki, myślę sobie: chce się je czytać, typografia idealnie zgodna z charakterem tekstów literackich, wydawnictw popularno-naukowych i eseistyki. Czytelnik tego nie zauważa, co właśnie jest dowodem, iż to najwłaściwsza typografia. Ale – Buszewicz uśmiecha się przekornie – wyobrażenie statecznego projektanta klasycznych układów typograficznych nie pasuje do Janusza, przecież on stale przekracza prędkość 200 km/h, gdy pędzi między Gdańskiem a Warszawą…

proj. Stanisław Salij, seria książek „Wokół Literatury”, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 2009

proj. Stanisław Salij, seria książek „Wokół Literatury”, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 2009

proj. Stanisław Salij, seria książek „Wokół Literatury”, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 2009

Pedagog
Zawodowe zainteresowania Górskiego sprawiły, że powstała nowa seria, Biblioteka Typografii. Otworzyła ją Pierwsza pomoc w typografii, podręcznik dwóch niemieckich ekspertów, zmarłego niedawno Hansa Petera Willberga i jego asystenta Friedricha Forssmana. Na powstanie serii miały wpływ również obserwacje Górskiego jako pedagoga. Trochę jak orka na ugorze – przyznaje. Gdy proszę moich studentów o obejrzenie zagranicznych projektów w bibliotece, to zabiera im to najwyżej godzinę, jeśli w ogóle się tam wybiorą. W agencjach reklamowych, w których często pracują już w czasie nauki, wyniki sprzedaży są najważniejsze. Nic dziwnego, że szukają łatwych dróg, a ich wyborami często rządzi pieniądz. To demoralizuje: nie czują potrzeby oglądania rzeczy dobrych, tak zagranicznych, jak polskich klasyków.
Dwa kolejne tomy Biblioteki Typografii, wydawane przez s/o, poświęcone będą projektowaniu; po nich ma ukazać się praca doktorska Tomasza Bierkowskiego z ASP w Katowicach, który przedstawia tezę, iż w Polsce typografia została zepchnięta na pole estetyki, ocen subiektywnych, w związku z czym jest nieważna, gdy na całym świecie typografia oznacza czytelność i precyzję komunikatu. To nasze podejście zauważamy wszędzie, nie tylko jadąc polskimi drogami upstrzonymi pseudoreklamowym badziewiem, ale także w użytkowej typografii i projektowaniu; podstawy przestały być ważne, nie ma poczucia, że dzieło projektanta ma wpływ na naszą świadomość estetyczną.
Już w liceum chodziłem regularnie do biblioteki – opowiada Górski. Wypożyczałem do przejrzenia jakieś almanachy fotografii i projektowania, szukałem czegoś nowego – te zachodnie projekty nie były wcale lepsze od naszych, ale owszem, inne, bo bardziej użytkowe.

proj. Stanisław Salij, seria książek „Wiek XIX”, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 2007, 2009

proj. Stanisław Salij, seria książek „Wiek XIX”, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 2007, 2009

proj. Stanisław Salij, seria książek „Wiek XIX”, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 2007, 2009

Etos
Górski uważa, że schyłek polskiej szkoły grafiki projektowej zaczął się pod koniec lat 60. Niektórzy twórcy wyjechali za granicę, jak Lenica czy Cieślewicz, innych zepchnęli na bok młodzi graficy, którzy w swych pracach wykorzystywali pierwowzory komputerowych opracowań w ich najprymitywniejszej wersji, z trzema odmianami kroju Times, sięgali po letraset i inne wynalazki zachodnie. Grafika wskutek tego zbanalizowała się i skonwencjonalizowała, przejęła wzory europejskie, tyle że bieda i niestaranność sprawiły, że owo przejęcie było mocno niedoskonałe. Ciekawe, że zmiany najmocniej wspierała nowa ekipa Gierka – Górski śmieje się z ironią. Chcieli nowego image’u, wtedy bardzo zmieniła się wizualnie propaganda polityczna. Nowe technologie pomagały także w tym: łatwiej było składać i opracowywać materiał.
Górski tylko częściowo zgadza się z moją tezą, iż powodem wielu „błędów i wypaczeń” w polskiej typografii ostatniego ćwierćwiecza jest zbytnie zawierzenie komputerowi i fabrycznym ustawieniom programów do obróbki tekstu. Jestem kuratorem Galerii Plakatu AMS – mówi. W tegorocznej edycji mieliśmy ponad 600 zgłoszeń. Ogromną większość zrobiono za pomocą komputera, ale często w sposób niechlujny, byle szybciej i jak najmniejszym wysiłkiem. Co najgorsze, widać, że ci ludzie nie mają warsztatu – nie tylko tego tradycyjnego, wymagającego na przykład umiejętności rysowania, ale także komputerowego. To kwestia etosu: młodzi nie czują potrzeby dobrej roboty.
Maciej Buszewicz dodaje: Wydawcy sami nie chcą zamawiać dobrego projektu, książki robią składacze. ­Zjawisko powszechne, nad którym wypada tylko płakać. Janusz nie ma wielu naśladowców, czego skutki widzimy.
Górski pociesza: Kolega grafik mówił mi, że Pierwszą pomoc w typografii zabiera zawsze do klienta. Gdy ma go do czegoś przekonać, wyciąga książkę i pokazuje: „O, proszę, tu wyraźnie napisane…” Widzę więc sam, że moja praca odnosi skutki.

Plany
Andrzej Tomaszewski zwraca uwagę, że wśród publikacji wydawnictwa nie ma pozycji nieciekawych z merytorycznego punktu widzenia. Tematycznie są to książki dla wyrobionych czytelników, poszukiwaczy literackiej lub naukowej przygody, a niektóre wręcz dla miłośników edytorskiego eksperymentu. Książki dla elity czytelniczej nie mają raczej szansy na sukces nakładowy, ale też nie muszą dbać o gust pospólstwa. Głównie z tego powodu nie toną w powszechnym oceanie kiczu.
Bardzo podoba mi się seria Le Cahier Dessiné paryskiej ­oficyny Buchet-Chastel, która od kilku lat należy do Very Michalskiej-Hoffmann – zdradza Górski. To nie tyle wzór, ile pomysł do naśladowania, właśnie coś takiego chciałbym robić.
Pytany o najbliższe plany s/o, ujawnia: Planujemy serię książek dla dzieci, która będzie w Polsce nowością, ale więcej na razie nie zdradzę. W przygotowaniu jest kilka tytułów dla grafików projektantów, powinny ukazać się w przyszłym roku. Szykujemy także reprint pierwszego polskiego wydania Pawlika Morozowa, zrobimy to we własnej drukarni. Przymierzamy się do rozwinięcia sieci dystrybucyjnej, przynajmniej dla serii typograficznej; na razie współpracujemy z s/ot. A jak się spowolni tempo w studiu graficznym, to skończymy wreszcie stronę internetową s/o, o którą wszyscy się dopytują…

(Artykuł ukazał się w 22 numerze 2+3D w 2007 roku).

proj. Stanisław Salij, seria książek „Terytoria Poezji”, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 2006, 2008

proj. Stanisław Salij, seria książek „Terytoria Poezji”, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 2006, 2008

proj. Stanisław Salij, seria książek „Terytoria Poezji”, wydawnictwo słowo/obraz terytoria, 2006, 2008

proj. Stanisław Salij, „Terytoria Poezji”

proj. Stanisław Salij, „Terytoria Poezji”

proj. Stanisław Salij, „Terytoria Poezji”

proj. Stanisław Salij, „Terytoria Poezji”

proj. Stanisław Salij, „Terytoria Poezji”

proj. Stanisław Salij, „Terytoria Poezji”

proj. Stanisław Salij, „Terytoria Poezji”

proj. Stanisław Salij, „Terytoria Poezji”

proj. Stanisław Salij, „Terytoria Poezji”


Komentarze

Szukaj

Napisz recenzję dla 2+3D

Jeśli uczestniczyłeś w ciekawym wydarzeniu związanym z dizajnem (wykładzie, wystawie itp.), możesz napisać krótki tekst na ten temat. Ciekawe recenzje umieścimy na naszej stronie.

Propozycje prosimy przesyłać pod adres kalendarium@2plus3d.pl 

Szukaj nas na Facebooku