Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 17 (IV/2005) kwartalnika 2+3D

Typografia

Polacy nie gęsi…

2 listopada 2009
Strona: 1 | 2 | 3 | 4

Twórczość Adama Półtawskiego była z kolei inspiracją do powstania kroju Grotesk polski. Pomysł na pismo bezszeryfowe oparte na Antykwie Półtawskiego pojawił się około 1998 roku, gdy zobaczyłem rodzinę pism ITC Stone zaprojektowaną przez Sumnera Stone’a. Półtawski starał się dostosować swoją antykwę do uwarunkowań języka polskiego. W tym celu zaprojektował inaczej niż w krojach europejskich takie litery, jak: k, w, y, z oraz R, K, Y. Cechą charakterystyczną tej antykwy była również wielokątna kropka. Projektując Grotesk polski chciałem zachować właściwości Antykwy Półtawskiego, a jednocześnie stworzyć krój jednoelementowy i bezszeryfowy. Pierwsze projekty z roku 1999, powstałe w Instytucie Poligrafii, Frankowski udoskonalał przez kolejne lata. Odmiana pochyła nie nawiązuje zbytnio do kursywy Antykwy Półtawskiego. Moim celem było uzyskanie tzw. prawdziwej kursywy, w której znaki mają charakter kaligraficzny i nie są jedynie mechanicznie pochyloną odmianą prostej. Wzorem były dla autora kroje Gill Sans Erica Gilla oraz Myriad Roberta Slimbacha. Obecnie istnieją odmiany: regular, italic, bold, bold italic, light, thin oraz wersja szablonowa odmiany normalnej. Grotesk polski posiada cyfry mediewalowe, zwykłe oraz szereg ligatur. Projektant powiedział nam, że w planach ma jeszcze kapitaliki.

Zlecenia, które otrzymuje, to głównie projekty krojów pism do zastosowania w identyfikacjach wizualnych firm. Prowadzi własne studio projektowe Fontarte oraz stronę internetową www.fontarte.com, na której od niedawna można kupić jego fonty. Trzymamy kciuki za sukces!


Drugim polskim projektantem profesjonalnie zajmującym się krojami pism jest Franciszek Otto. Z typografią zetknął się w pierwszej klasie bydgoskiego liceum plastycznego. Zafascynował mnie proces druku złożonego przez siebie krótkiego tekstu i sama czcionka, której delikatna budowa oczka przypomina precyzyjną robotę jubilerską. Na szkolnych zajęciach z pisma narzędziowego poznał przyjemność cyzelowania szczegółów budowy antykwy renesansowej. W tym czasie z Zachodu docierały do nas wzorniki pism producentów kalkotekstów, Letraseta i Mecanormy.

Swój pierwszy krój pisma zaprojektował na czwartym roku studiów w krakowskiej ASP, w pracowni prof. Janusza Gawłowskiego. Była to jednak praca „akademicka”, bez możliwości prawdziwego przetestowania, czy zastosowania na jakimkolwiek nośniku. Próbowałem testować powstały krój za pomocą reprodukcji fotograficznej (ksero było jeszcze rzadkością), zestawiając precyzyjnie przycięte zdjęcia znaków z zachowaniem jednakowych pól każdej z powielanych liter.

Kolejnym doświadczeniem typograficznym był dla niego dyplom w pracowni grafiki książki prowadzonej przez prof. Romana Banaszewskiego. Pomysł oparłem na zestawieniu pisma tekstowego z narzędziowym. Ze względu na brak odpowiedniej liczby czcionek w uczelnianej zecerni, teksty złożyłem kalkotekstem. Odręczne odciskanie pojedynczych liter nie daje możliwości precyzyjnego kerningu, więc efekt typograficzny, po latach pracy z komputerem, oceniam bardzo nisko. Przekonałem się jednak, że ekspresję tekstu można podnieść nie tylko przez zabiegi kompozycyjne, ale również przez odpowiednią dynamikę kroju pisma.

Po studiach Otto zatrudnił się w dekoratorni PSS „Społem” w Nakle nad Notecią. Wówczas doświadczył, jak bardzo przydaje się edukacja liternicza. W latach kryzysu po stanie wojennym trzeba było zapełniać witryny sklepowe napisami typu „Wiosna” czy „Niech żyje 1 Maja”. Sporo też było pracy z drobnymi napisami, np. „Książka skarg i wniosków znajduje się u kierownika sklepu” czy „Kobiety w ciąży obsługiwane są poza kolejnością”.

Zaraz po studiach Franciszek Otto próbował bez rezultatu prezentować swoje kroje w różnych zachodnich domach typograficznych. Zacząłem wtedy prenumerować pismo „U&lc” (Upper and Lower Case). Znalazłem w nim informacje o aktualnych kierunkach w projektowaniu pism, a szata graficzna pełna była typograficznych smaczków. Największe wrażenie zrobiły na mnie kroje Timothy’ego Donaldsona i Philla Grimshawa.

W 1987 roku Otto wrócił do liceum plastycznego w Bydgoszczy jako nauczyciel. Na początku lat 90. do szkoły trafiły pierwsze komputery. To była prawdziwa rewolucja w typografii. Pojawiła się możliwość modyfikowania proporcji istniejących krojów. Dzisiaj widzę, że moje „zabawy” z deformacją były błędem, chociaż wtedy nie zauważałem koszmarnych efektów graficznych kaleczonych liter.

W 1994 roku zetknął się po raz pierwszy z programem do tworzenia fontów – Fontographerem. Moje wcześniejsze doświadczenia z czcionką ułatwiły mi zrozumienie zasad pracy projektowej przy użyciu komputera. Pierwszy font miał charakter pisma narzędziowego. Wysłałem swój projekt na konkurs Morisawa Award, ale bez rezultatu. Jednak w przesłanym mi katalogu nagrodzonych prac mogłem zobaczyć jak współcześnie projektuje się pisma.

W 1998 roku Franciszek Otto otrzymał zaproszenie do udziału w III edycji międzynarodowego konkursu Linotype Library. Głównym założeniem mojego projektu (pisma Noteć) była dynamika znaku i harmonia połączeń minuskuł. Za nadrzędną cechę moich projektów uznałem czytelność. Formą wyjściową do poszukiwań stał się ślad okrągłego patyka maczanego w tuszu, pozostawiany na kredowym papierze. Poligonem doświadczalnym była szkolna pracownia komputerowa. Otto stosuje też Noteć do składu gazety regionalnej „Powiat”. Jurorzy docenili walory tego projektu. W grudniu 1999 roku przysłano mi protokół z obrad jury, z którego wynikało, że otrzymałem II nagrodę w kategorii Display (pisma tytułowe, akcydensowe). Emocje podgrzała wiadomość, że w składzie jury zasiadał sam Herman Zapf, którego Optimą (Ottawą) zachwycałem się od dawna. Krój został wprowadzony do sprzedaży. Od tego momentu ruszyła cała lawina nowych projektów (Cracovia, Zefir, Europa, Powiat, Rokita, Noteć Dings), które wysyłałem do Linotype, ale nie wzbudziły one żadnego zainteresowania.

W 2003 roku przyszedł dalszy sukces – w kolejnej edycji konkursu Linotype, Otto otrzymał wyróżnienie za pismo Brda. Miałem pół roku, aby zmierzyć się z tym wyzwaniem. Przygotowałem siedem projektów, których wcześniej używałem w „Powiecie”. Były to pisma tekstowe, tytułowe oraz zestawy znaków. Zdaję sobie sprawę, że laury konkursowe zależą przede wszystkim od szczęścia, ale bez wytrwałej pracy wkładanej w projektowanie fontów nie miałbym żadnych szans. Kroje pism Noteć Brda można kupić na stronie internetowej Linotype Library, www.linotype.com.

Strona: 1 | 2 | 3 | 4
  1. Ksenotyp – klasa pisma łacińskiego (obok antykw, pism gotyckich i pisanek). Znaki pisma bywają w nich zredukowane do granic czytelności lub pozbawione podstawowych elementów konstrukcji. Do tej klasy należą pisma eksperymentalne, dirty faces, pisma stworzone na modelach trójwymiarowych itp.
  2. Lupton E., Miller A., 2000, Design Writing Research, Phaidon Press Limited, London
  3. Szerzej o twórczości Półtawskiego pisał na naszych łamach Artur Frankowski w numerze 15.
  4. Pismo dziełowe – specjalnie zaprojektowana odmiana pisma, służąca do zapisu tekstu ciągłego.
  5. Tłumaczenie Adama Twardocha

Komentarze

  • Hendzel
    4 lutego 2011
    zgłoś do moderacji
    Szkoda tylko, że nie zauważamy prostych prawd. Probierzem rozwoju kulturalnego kraju między innymi są czcionki, jakimi się posługują ludzie w tym kraju. Czcionki bowiem to pochodna pisma ręcznego. Ale gdy kraj jest ciemny, pismo się nie rozwija, bo mało kto się nim posługuje i w końcu także czcionka się nie rozwija.

    Ponadto Polska jest w specyficzny sposób uwikłana w kulturę Zachodu. Łatwo bowiem po prostu sprowadzić czcionki z zewnątrz. Grecy, Rosjanie czy na przykład Gruzini takiego komfortu nie mają. Powoduje to w końcu lenistwo rodzimych typografów, którzy zamiast się wysilić, uciekają się wyłącznie do importu i dorobienia polskich znaków diakrytycznych. Ale przecież Czesi czy Niemcy jednak swoje liternictwa mają.

    Czy okres zygmuntowski był złotym okresem kultury polskiej? Jeśli tak, to nędza tej kultury widoczna jest do dzisiaj. Czasy zygmuntowskie były pierwszą i zupełnie nie udaną próbą stworzenia w Polsce czegoś własnego. Ale utonęliśmy potem we włoszczyźnie, potem francuszczyźnie a na koniec w anglosaskich pomysłach, których stosowanie dalej kreuje to, co było wadą Polaków przez wiele wieków – brak własnej i oryginalnej twórczości.

    A jeśli pojawia się taki twór jak Antykwa Półtawskiego, zaraz jest z różnych stron atakowany i krytykowany. Ale, gdy się zapyta tych krytyków: Co zrobiliście w zamian? – to odpowiedzą, spuszczając nos na kwintę: „Pobieramy zachodnie fonty... i dorabiamy ą, ę, ć, ł, ń, ó, ś, ź i ż.”. Ale twórczości.

    Nie jestem specjalistą z tej dziedziny, jednak mam kilka swoich własnych krojów pisma. Używam ich na własny użytek. Rozumiem, że trzeba się dość napracować, by stworzyć coś oryginalnego, ale samym narzekaniem na innych twórców niczego się nie stworzy.

    Dobrze jednak, ze ktoś odważył się to po prostu wytknąć Polakom jako całości. I że taki artykuł powstał, choć miarą popularności tematu, niech będzie to, że wpisuję ten komentarz jako pierwszy.

    Andrzej Marek Hendzel

    www.hendzel.pl
    www.archiloch.com

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj