Artykuł

Artykuł ukazał się w numerze 17 (IV/2005) kwartalnika 2+3D

Typografia

Polacy nie gęsi…

2 listopada 2009
Strona: 1 | 2 | 3 | 4

Kolejnym naszym projektantem krojów pism jest Łukasz Dziedzic. Sam nie przypomina sobie dokładnie, skąd wzięło się jego zainteresowanie tematem. Pamiętam jedynie dwa momenty: album Neville’a Brody’ego The Graphic language of… i pierwszy, internetowy kontakt z Font Bureau. Ale piękne! W wywiadzie na stronie internetowej „Rzeczy” z grudnia 2004 r., rozmawiając z Andrzejem Leraczykiem, wspomina: „W latach 90. pracowałem (…) przy projektowaniu Magazynu Gazety Wyborczej i nowego layoutu gazety. Trzeba było dorobić ogonki, odrobinę skondensować Timesa i pogrubić Franklina. Kompletnie bez wiedzy i szacunku dla materii wszedłem w nią i… uwięzłem”. Jak sam stwierdza, jest samoukiem. Uczę się na własnych i cudzych błędach: częściej cudzych, bo swoje trudniej dostrzec. Przeglądam internet, zagraniczne gazety. Obserwuję szyldy, opakowania, instrukcje obsługi i czołówki filmów. Książki i targi graficiarzy. Podglądam charaktery pisma. Patrzę, kombinuję, rysuję, nie podobało się, więc jeszcze raz. I jeszcze raz. W tym samym wywiadzie dla „Rzeczy” czytamy dalej: „Kroje do czytania rodzą się w głowie. Ich smak, charakter, funkcja… Pojedyncze litery wypływają z głowy na kartkę. Jedne są bardziej „uparte”, wypływają coraz częściej, coraz większymi grupami. Inne znikają. Dziesiątki kartek A4 wędruje z ryzy przez biurko do kosza. Dopiero jak powstanie jakieś całe słowo, i będzie takie jak powinno – wycinam i odkładam. Często gubię, ale to nie ma znaczenia. «Ręka już wie»”. Żartobliwie przyznaje, że wzorem są dla niego typografowie na „B” – Brody, Black, Berlow… Swoje kroje sprawdza podmieniając tekst w gazecie, książce czy na plakacie. Powinny pasować lepiej niż oryginalne. Kiedy już jestem przekonany o tym, że jest dobrze, poddaję dzieło pod osąd ludu. Ci „nieuświadomieni” powinni zauważyć zmianę, ale nie oczekuję, że będą wiedzieli co się zmieniło. „Uświadomieni” mogą się wypowiadać, ale nie słucham ich zbyt uważnie. Uważnie patrzę na ruchy źrenic i kąciki ust. Z krojów Dziedzica korzysta kilka dużych wydawnictw – Agora: Champaigne, (Wysokie Obcasy), Edipresse: Blockersi (Vita), Axel Springer: Blockersi, Pitu (Europa). Upadły (niestety) miesięcznik „LUB czasopismo” korzystał wyłącznie z jego pism. Swoje fonty sprzedaje głównie przez znajomych. Przez internet (www.alfabety.pl), czyli komuś, kogo nie znam, sprzedałem jeden krój na jedno stanowisko. Na pytanie o specjalne zlecenia odpowiada: Głównie dopasowywanie kroju do polskich potrzeb – dorabianie ogonków, ustawianie znaków diakrytycznych, niewinne zabawy z literą Ł itp. Raz koleżanka poprosiła mnie, żebym przerobił logo firmy windsurferskiej na imię narzeczonego (wprasowała to w T‑shirta i dała mu na urodziny), a agencja reklamowa zleciła, żebym „na jutro zrobił ciasteczko z literek”.

Strona: 1 | 2 | 3 | 4
  1. Ksenotyp – klasa pisma łacińskiego (obok antykw, pism gotyckich i pisanek). Znaki pisma bywają w nich zredukowane do granic czytelności lub pozbawione podstawowych elementów konstrukcji. Do tej klasy należą pisma eksperymentalne, dirty faces, pisma stworzone na modelach trójwymiarowych itp.
  2. Lupton E., Miller A., 2000, Design Writing Research, Phaidon Press Limited, London
  3. Szerzej o twórczości Półtawskiego pisał na naszych łamach Artur Frankowski w numerze 15.
  4. Pismo dziełowe – specjalnie zaprojektowana odmiana pisma, służąca do zapisu tekstu ciągłego.
  5. Tłumaczenie Adama Twardocha

Komentarze

  • Hendzel
    4 lutego 2011
    zgłoś do moderacji
    Szkoda tylko, że nie zauważamy prostych prawd. Probierzem rozwoju kulturalnego kraju między innymi są czcionki, jakimi się posługują ludzie w tym kraju. Czcionki bowiem to pochodna pisma ręcznego. Ale gdy kraj jest ciemny, pismo się nie rozwija, bo mało kto się nim posługuje i w końcu także czcionka się nie rozwija.

    Ponadto Polska jest w specyficzny sposób uwikłana w kulturę Zachodu. Łatwo bowiem po prostu sprowadzić czcionki z zewnątrz. Grecy, Rosjanie czy na przykład Gruzini takiego komfortu nie mają. Powoduje to w końcu lenistwo rodzimych typografów, którzy zamiast się wysilić, uciekają się wyłącznie do importu i dorobienia polskich znaków diakrytycznych. Ale przecież Czesi czy Niemcy jednak swoje liternictwa mają.

    Czy okres zygmuntowski był złotym okresem kultury polskiej? Jeśli tak, to nędza tej kultury widoczna jest do dzisiaj. Czasy zygmuntowskie były pierwszą i zupełnie nie udaną próbą stworzenia w Polsce czegoś własnego. Ale utonęliśmy potem we włoszczyźnie, potem francuszczyźnie a na koniec w anglosaskich pomysłach, których stosowanie dalej kreuje to, co było wadą Polaków przez wiele wieków – brak własnej i oryginalnej twórczości.

    A jeśli pojawia się taki twór jak Antykwa Półtawskiego, zaraz jest z różnych stron atakowany i krytykowany. Ale, gdy się zapyta tych krytyków: Co zrobiliście w zamian? – to odpowiedzą, spuszczając nos na kwintę: „Pobieramy zachodnie fonty... i dorabiamy ą, ę, ć, ł, ń, ó, ś, ź i ż.”. Ale twórczości.

    Nie jestem specjalistą z tej dziedziny, jednak mam kilka swoich własnych krojów pisma. Używam ich na własny użytek. Rozumiem, że trzeba się dość napracować, by stworzyć coś oryginalnego, ale samym narzekaniem na innych twórców niczego się nie stworzy.

    Dobrze jednak, ze ktoś odważył się to po prostu wytknąć Polakom jako całości. I że taki artykuł powstał, choć miarą popularności tematu, niech będzie to, że wpisuję ten komentarz jako pierwszy.

    Andrzej Marek Hendzel

    www.hendzel.pl
    www.archiloch.com

Szukaj nas na Facebooku

Szukaj