Projektowanie graficzne
W dolinie Rostoki
Poranny ekspres z Krakowa do Bratysławy. Sześć godzin podróży i jesteśmy [1] pod położoną niedaleko centrum miasta willą. Na parterze, po sąsiedzku z pracownią prepress, mieści się niewielka firma graficzna Rabbit & Solution Studio [2]. W bramie witają nas współwłaściciele – fotograf Juraj Králik oraz nasz gospodarz, grafik Vladislav Rostoka.
Rostoka zajmuje się głównie projektowaniem plakatów i wydawnictw. Wielokrotnie wyróżniany, jest m.in. laureatem kilkudziesięciu nagród w krajowych i zagranicznych konkursach na najpiękniejszą książkę. Prace Rostoki nie mają chyba swojego odpowiednika w Polsce. Mogłyby z pewnością wypełnić niewypowiedzianą dotąd lukę w naszym rodzimym projektowaniu. Są nam bliskie dzięki malarskim metaforom, ale nowoczesna, ekspresyjna typografia używana na równych prawach z ilustracją odbiega od prac naszych grafików młodszego pokolenia, którzy kontestują tradycyjną ilustrację, naśladując w abstrakcyjnych układach typograficznych Szwajcarów i Holendrów.

Don Juan, plakat teatralny, Słowacki Teatr Narodowy, 1992 Czystka, plakat teatralny, Słowacki Teatr Narodowy, 1994

Podczas rozmowy w studio podpytujemy więc o korzenie twórczości gospodarza. Przez długie lata Słowacja była częścią Austro-Węgier, a później Czechosłowacji. Główni protagoniści – pedagodzy, graficy, wydawcy – przyjeżdżali z Czech. Z kolei nasi twórcy, jak np. Mikuláš Galanda czy Martin Benka, studiowali w Pradze. Jeżeli coś miało wpływ na moją twórczość, to typografia czeska. Kiedy zaczynałem projektować, na Słowacji tworzyli tacy ludzie jak Ľubomír Krátky. W ich „chłodnym” stylu typografia służyła jedynie założonemu celowi.
Prace Rostoki są inne, wydają nam się bliższe projektowaniu amerykańskiemu niż europejskiemu. Szczególnie gdy porównamy je do nieszablonowo i dowcipnie używanej typografii z rozkładówek amerykańskich magazynów. Pewne podobieństwa odnaleźć można np. w pracach Scotta Santoro [3], czy ogólniej – w projektowaniu z Cranbrook. To ten sam specyficzny sposób łączenia ilustracji z tekstem i dopracowanie, jak mówi Rostoka, „mikrotypografii”.
Zapytany o szkołę twierdzi, że jest samoukiem. W czasie kiedy studiowałem, na Akademii nie było wydziału projektowania graficznego. Typografia istniała jedynie na Wydziale Plakatu Politycznego, ale tam nie chciałem studiować… Zamiłowanie do książek i liter ma od dzieciństwa. Jego ojciec był nauczycielem, a matka pracowała w bibliotece. Od dziecka żyłem między książkami. Od małego rysowałem w książkach… niestety również w pożyczonych… Chciałem nawet wydawać książki. Nigdy jednak nie miałem do tego warunków. Jako studio Rabbit & Solution wydaliśmy kilka pozycji, ale nigdy nie mieliśmy z tego zysku.
Zadajemy pytanie o nadmiar – wydawać się może, że w pracach Rostoki layout konkuruje z tematem. Mnogość odmian pisma, eksperymenty z klasycznymi zasadami składu, nieoczekiwane wyróżnienia, kropki, kreski opowiadają czytelnikowi historię równoległą do treści książki. Rostoka, w odróżnieniu do wielu innych grafików, nie boi się mieszać zawartości z formą. Projektant musi być równoważnym partnerem pisarza, któremu projektuje książkę, artysty, któremu opracowuje monografię, czy ilustratora, z którym współpracuje. Oczywiście znam pogląd, że projektowanie ma pełnić rolę wyłącznie służebną. Ja jednak reprezentuję inny pogląd. Musi być widoczne, że to moja praca – po co ją robić, skoro nie będzie widać, że to Rostoka?

Dłużsi o głowę, okładka oraz strony słowackiej antologii poezji satyrycznej, Wydawnictwo Smena w Bratysławie, 1987

W jego pracach ważny jest detal. Można pomyśleć, że projektant nie zawraca sobie głowy ogólnym gridem wydawnictwa i „wychodzi od szczegółu do ogółu”. Tak jednak nie jest – zawsze staram się wyjść od całościowej koncepcji książki, plakatu czy innego druku. Pytamy, jak udaje mu się tak pieczołowicie, z koronkarską precyzją opracowywać detale układu typograficznego. Detal jest wypracowany na tyle, na ile pozwoli na to czas. Nie znoszę jednak, kiedy projekt nie jest dopracowany w szczegółach. Ważny jest cały układ, od którego zaczyna się projekt, ale nie należy zapominać o mikrotypografii. Dodaje także – nigdy nie pozostawiam tekstu mechanicznie wlanego w układ.
Interesującym przykładem jest redizajn bliźniaczego do 2+3D słowackiego magazynu „Designum” [4]. Rostoka rozdzielił pismo przechodzącą przez środek wszystkich stron żywą paginą do której „podczepione” są tytuły artykułów, ilustracje oraz inne elementy. Mimo wielości sposobów składu tekstu, uzależnionych zazwyczaj od treści konkretnego artykułu oraz licznych wariacji zapisu tytułów i lidów, oko czytelnika nie gubi się, prowadzone „po nitce” paginy. Magazyn, mimo barokowej formy i licznych jednorazowych rozwiązań graficznych, odróżniających go od wyważonych makiet innych pism o dizajnie, odbieramy jako całość przemyślaną w najdrobniejszym szczególe.

„Designum” #35, 2‑2002, rozkładówka i okładka magazynu, wyd. Słowackie Centrum Dizajnu w Bratysławie

- Współpraca: Jacek Mrowczyk
- Rabbit – po słowacku: králik, Solution – po węgiersku: rostoka
- O twórczości Scotta Santoro pisaliśmy w 2+3D nr 7.
- Vladislav Rostoka opracował graficznie numery 2, 3 i 4 „Designum” z roku 2002.
- Rozmowa Vladislava Rostoki z Ľubomírem Krátkym, „Typografia”, Praga 2002, nr 6
- Contemporary Slovak Poster & Graphic Design in North, Slovak Design Center, Bratislava 2001















































Komentarze